Krzyż na drogę, bo będzie boleć...

Żeby było bardziej ekstremalnie, szli z krzyżami w nocy. W domach ludzie na ogół spali... Tylko psy szczekały.


Ks. Jacek Stryczek - duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu, prezes Wiosna Kościoła PRO (organizacja charytatywna pośrednicząca w organizowaniu pomocy dla potrzebujących) - znany jest z oryginalnych happeningów ewangelizacyjnych. W Środę Popielcową rozdawał w centrum Krakowa chleb posypany popiołem. Wymyślił też Ekstremalną Drogę Krzyżową z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej.


Katarzyna Wiśniewska: 44 kilometry z krzyżami na plecach? To jeszcze droga krzyżowa? Przecież to więcej niż maraton!

Ks. Jacek Stryczek*: Dlatego nazwałem to ekstremalną drogą krzyżową. W piątek przeszliśmy taki dystans z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. Krzyże mieliśmy brzozowe, każda grupa niosła jeden, o długości półtora metra.


Jak reagowali na was ludzie?

- Żeby było jeszcze bardziej ekstremalnie, szliśmy w nocy, więc ludzie na ogół wtedy spali... Tylko psy szczekały. Nad ranem, gdy pojawiło się już trochę ludzi na drodze, mieli zdziwione miny. Jedna pani spytała, skąd idziemy. Nie chciała wierzyć, gdy powiedzieliśmy, że z Krakowa.


Skąd taki pomysł?

- Idea ekstremalnej drogi krzyżowej wzięła się stąd, że nie wierzę w słowa. Wierzę natomiast w siłę doświadczenia osobistego. Gdy ktoś przejdzie z krzyżem taki dystans, droga krzyżowa go naprawdę poruszy, dosłownie zaboli. Ja potem przez trzy dni kulałem.


Chce ksiądz kłuć w oczy tym, którzy idą co najwyżej dookoła kościoła, podczas gdy ksiądz daje wycisk na szosie?

- Nie chodzi o prowokowanie. Po prostu zwracam się do ludzi, którzy chcą coś przeżyć. Ja na przykład nie lubię tradycyjnych pielgrzymek, źle się czuję w tłumie. Poza tym mam wrażenie, że religijność w Polsce polega często na zrzucaniu odpowiedzialności na innych. Idę do kościoła i kazanie jest nudne, a więc to wina księdza. A wiara polega na tym, żeby wymagać nie od innych, ale od siebie. Na przykład z nami szli lekarze, ale można było korzystać z ich pomocy w naprawdę ekstremalnej sytuacji. Każdy musiał radzić sobie sam, sam regulować sobie odpoczynki. Wcześniej sprawdziłem wszystko na własnej skórze i najpierw całą drogę przeszedłem z krzyżem w samotności.


Ile ludzi się zdecydowało pójść?

- 210 osób, najwięcej młodych, ale byli też ludzie w średnim wieku, podołały nawet osoby po siedemdziesiątce. Był jeden pan, biznesmen po pięćdziesiątce, który poszedł z nami bo, jak mówił, chciał nadrobić zaległości z Wielkiego Postu, który gdzieś w zabieganiu mu umknął.


Wielkanoc to święta traktowane u nas po macoszemu w porównaniu np. z Bożym Narodzeniem. Można by powiedzieć, że ma kiepski PR.

- Marketing Bożego Narodzenia bardzo się ostatnio rozrósł, a przed Wielkanocą ten szał przedświąteczny jest jakby mniej widoczny. Ale Wielki Tydzień ma tę przewagę, że ludzie mogą bardziej skupić się na własnym doświadczeniu religijnym. Do Triduum Paschalnego moja grupa stowarzyszenie Wiosna Kościoła PRO przygotowuje się już od pół roku, m.in. ćwicząc pieśni liturgiczne.


Z drugiej strony Kościół mówi, że w Wielki Czwartek i Wielki Piątek pójście do kościoła jest nieobowiązkowe. Czyli katolik ma obowiązek świętować Zmartwychwstanie, a Ukrzyżowanie jest nieobowiązkowe...

- Prawo kościelne określa pewne minimum. Pytanie, czy chcemy się kierować literą prawa, czy ducha. Jeśli literą ducha, to największy sens ma zostawienie człowiekowi wolności: czy chce te dni przeżywać, czy nie. Gdyby odbywało się to pod przymusem, nic dobrego by z tego nie wynikło.


W Wielki Piątek obowiązuje post ścisły - jeden posiłek do syta i dwa lżejsze. To aż takie ważne? Czasy się zmieniły i ryba to dziś żaden post, a łosoś nawet lepszy od schabowego...

- Ja cenię post, bo uważam, że wiara powinna być także obecna w ciele, właśnie przez ascezę. W przeciwnym razie ciało panuje nad duchem. Mówię to też z doświadczenia sportowca... Ekstremalna droga krzyżowa to też taka asceza dla ciała.


Oburzają księdza życzenia "wesołego jajka"?

- Są ludzie, którzy żyją w świecie marketingu, i trudno się w to wtrącać. Nie mam potrzeby monopolizowania otoczenia. Kiedyś uważano, że ideałem jest społeczność chrześcijańska i te wartości należy narzucać. Dziś żyjemy w świecie pluralistycznym i to, szczerze mówiąc, jest dla mnie cenniejsze, bo stawia przez chrześcijanami poprzeczkę wyżej. Używając języka marketingu, jesteśmy jedną z wielu propozycji i tylko od nas zależy, czy wypadniemy przekonująco.





Rozmawiała Katarzyna Wiśniewska


Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl - http://www.wyborcza.pl/ © Agora SA

Copyright © 2007-2010  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia